Rodzić po ludzku, czyli o poszukiwaniu położnej „z powołania”

„Nie ma znaczenia miejsce pracy, poglądy polityczne ani wiek - kobieta w każdym okresie swojego życia może potrzebować pomocy położnej. Moje pacjentki wiedzą, że zawsze mogą u mnie liczyć na profesjonalną pomoc na najwyższym poziomie, a przede wszystkim na wsparcie bez względu na to w jakich okolicznościach się znajdują” mówi Anna Bulczak, położna, doradca laktacyjny, edukatorka seksualna młodzieży oraz właścicielka szkoły rodzenia Zaufaj Położnej.

Ciąża

Zapraszamy do rozmowy z położną Anną Bulczak m.in. o tym, co daje przyszłej mamie szkoła rodzenia, czy warto wybrać położną przed porodem, jakie problemy czekają na rodziców po powrocie ze szpitala oraz o karmieniu piersią – trudnym, wymagającym i ciężkim doświadczaniu tej „magicznej czynności”. Na koniec podpytujemy też u źródeł o świadomości Polek na temat własnego ciała, potrzeb i seksualności. Zachęcamy do lektury!

 
Bobosfera: Dzień dobry Pani Anno. Jest Pani położną z zamiłowania – to widać i czuć już od pierwszych zdań, które witają przyszłą mamę na stronie internetowej ZaufajPoloznej.pl Czy według Pani położna to wdzięczny zawód? Jaka powinna być rola położnej w społeczeństwie?
 
Anna Bulczak: Mój mąż lubi mnie pytać „kim będę jak dorosnę?”. Odpowiedź jest zawsze taka sama – będę położną, jutro, za rok i za 50 lat też. Śmiem twierdzić, że zawód położnej to najpiękniejszy zawód na świecie. I proszę nie myśleć, że ograniczam się tutaj do przyjmowania na świat nowego życia! Mam na myśli możliwość nawiązywania bliskiego, wręcz intymnego kontaktu z drugim człowiekiem. Żeby sobie to najlepiej wyobrazić, zachęcam do zatrzymania swoich myśli nad kubkiem kawy w kawiarni. Dla osób spoza branży dookoła będą siedzieć tylko goście - dla mnie to zawsze moi pacjenci. Nie ma znaczenia miejsce pracy, poglądy polityczne czy też wiek - kobieta w każdym okresie swojego życia może potrzebować pomocy położnej. Moje pacjentki wiedzą, że zawsze mogą u mnie liczyć na profesjonalną pomoc na najwyższym poziomie, a przede wszystkim na wsparcie bez względu na to w jakich okolicznościach się znajdują.
 
 
Bobosfera: Czym różni się zawód położnej od tego kiedyś i teraz?
 
Wszystko wokół nas się zmienia, dotyczy to także mojego zawodu. Kiedyś były „siostry”, które pracowały z poczuciem misji, dzisiaj misję zastąpiła pasja, a „siostry” stały się położnymi realizującymi usługi medyczne zarówno w oddziałach szpitalnych jak i w placówkach medycznych. W naszych kompetencjach jest prowadzenie ciąży fizjologicznej, refundowanej przez NFZ, wykonywanie badania USG po dodatkowym przeszkoleniu oraz przyjmowanie porodów w warunkach domowych mając odpowiedni staż pracy na Sali porodowej.
  
Bobosfera: Mile zaskakuje nas Pani wiedza i nowoczesne podejście do ciąży, porodu i połogu. Przepaść jaka powstała w jakości opieki okołoporodowej w ostatnich latach jest kolosalna, miejmy nadzieję, że to się niebawem zmieni. Skądinąd wiemy, że na mapie Polski jednak różnie to wygląda i hasło „rodzić po ludzku” pozostaje tylko hasłem. Co zatem wg Pani działa nie tak?
 
Myślę, że przede wszystkim należałoby zmienić podejście do zawodu położnej już na etapie studiów. W pierwszej kolejności umieściłabym w toku nauczania obowiązkowy przedmiot: Samodzielność zawodowa i zakładanie działalności gospodarczej. Następnie tłukłabym do głowy wszystkim na raz i każdemu z osobna, że jest to piękny chodź trudny, odpowiedzialny zawód, który może nam zapewnić stabilizację finansową. Tylko dzięki wysokim mniemaniu o sobie po skończonej edukacji przyszła położna/położny nie zginie w przepaści światopoglądowej jaką można spotkać w szpitalu czy innych placówkach medycznych. Tylko dzięki młodej krwi uda się powoli zreformować położnictwo na tyle, by wszędzie „rodzić po ludzku”.
Na starcie jest zdecydowanie łatwiej, bo łatwiej stawiamy na swoim, nie wisi nam nad głową rata kredytu, dzieci, zobowiązania. Nie można jednak generalizować, na ostatnim kursie dotyczącym karmienia piersią poznałam wspaniałe położne, które kształcą się całe życie, kochają to co robią, a nowo nabytą wiedzę dzielnie przekazują na oddziały wpływając na pozytywne zmiany. A warto dodać, że jest coraz lepiej! Świeżo upieczone mamy przyznają, że dziecko po porodzie było z nimi przez dwie godziny w kontakcie skóra do skóry, ojcowie zaczynają kangurować swoje dzieci na oddziałach, znieczulenie zewnątrzoponowe jest dostępne w coraz większej ilości placówek, a porody rodzinne stanowią już standard. To są wszystko zmiany z ostatnich sześciu lat!
 
Bobosfera: Niemniej wydaje się jeszcze sporo do zrobienia. Co byłoby najpilniejsze według Pani?
 
To co ja bym chętnie wprowadziła, to ogólnopolski program zagadnień obowiązkowych do omówienia podczas spotkań w szkołach rodzenia tak, aby bez względu na to do jakiej szkoły ciężarna pójdzie, mieć gwarancję, że podstawy wszędzie są te same. W programie uwzględniłabym naukę prawidłowego oddychania podczas porodu, szczegółowe omówienie przebiegu cięcia cesarskiego z perspektywy matki i ojca, przygotowanie do masażu tkanek krocza jako profilaktyki nacięcia krocza podczas porodu naturalnego, postępowanie w okresie połogu (z uwzględnieniem profilaktyki nietrzymania moczu, powrotu do aktywności seksualnej, postępowaniem z blizną po cięciu cesarskim), obowiązkowo pierwszą pomoc. Między innymi te zagadnienia szczegółowo omawiam w swojej szkole rodzenia ZaufajPołożnej i mam pewność, że ciężarna po ukończeniu kursu nie będzie miała uczucia niedopowiedzenia. Gdyby taki standard wprowadzić w całej Polsce, sądzę, że ilość kobiet uczęszczających do szkół rodzenia by się zwiększył a dzięki dobremu przygotowaniu ilość nacięć krocza, niepowodzeń w karmieniu piersią czy depresji poporodowych uległ by znacznemu obniżeniu.
 
Bobosfera: Prowadzi Pani popularną w Trójmieście Szkołę Rodzenia  Z jakimi obawami najczęściej zgłaszają się do Pani rodzice?
 
Przeszłe mamy bardzo obawiają się tego co je czeka w szpitalu. Część z nich nigdy nie była hospitalizowana lub słyszały już tyle złego od koleżanek, że sam fakt pobytu w szpitalu je przeraża bardziej niż sam poród. Rodzice są obecnie bardzo świadomi swoich praw i martwią się, że ich oczekiwania nie będą respektowane. Mam tutaj na myśli ograniczony dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego, wykonywanie zbędnych procedur medycznych bez wskazań, nieprzestrzeganie pobytu matki i dziecka przez okres dwóch godzin po porodzie. Dodatkowo natłok informacji dostępnych w Internecie powoduje narastający lęk o zdrowie dziecka.  
 
 
 
Bobosfera: Dzisiejsze mamy, szczególnie pierworódki, zwykle starają się dobrze przygotować do nowej roli w którą wchodzą – w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Prosimy o podpowiedzi z jakimi problemami najczęściej spotykają się młodzi rodzice po powrocie do domu z noworodkiem?
 
Głównym problemem jest brak pewności siebie ale trudno jest się dziwić! Świeżo upieczeni rodzice dopiero uczą się jak podnosić malucha, jak zapinać pampers, żeby nie haczyć kikuta pępowinowego, jak ubierać body przez głowę. Pierwszym dużym wyzwaniem jest kąpiel noworodka. Od razu chciałabym wykorzystać sytuację, aby zwrócić na pewne sprawy uwagę. Maluch może mieć zanurzone uszy – w brzuchu mamy również pływał w worku owodniowym i woda, która do ucha dziecka się dostanie nie może zaszkodzić. To samo tyczy się kikuta pępowinowego –można go moczyć, nawet zanurzać! W mojej szkole rodzenia (Zaufaj Położnej) uczymy się kąpać noworodki w specjalnych wanienkach/wiaderkach TummyTub, a w nich kikut pępowinowy jest cały pod wodą! Zasada jest jedna –po kąpieli kikut pępowinowy należy dokładnie osuszyć. Kolejną sprawą jest temperatura woda w wanience, kochani rodzice zostawcie termometry! Wodę należy sprawdzać łokciem lub suchą ręką –ma być ciepła i przyjemna! Taka w jakiej sami byście się chętnie wykapali. Następnym powodem marudzenia maluchów przy kąpieli to… głód. Noworodka przed kąpielą można spokojnie nakarmić, zagwarantuje to Wam kąpiel w miłej atmosferze bez awantury. Ostatnią wskazówką jest światło – sprawdźcie czy nie jest za ostre i czy nie razi malucha jak on leży na plecach.
 
 
Innym wyzwaniem po wyjściu ze szpitala jest karmienie piersią –i związane z nim problemy: konieczność stymulacji laktacji, nawał pokarmu, zastój pokarmu, zapalenie piersi, popękane brodawki, tkliwość brodawek, nieprawidłowe przystawianie do piersi. Tutaj pozwolę sobie tym razem na apel do przyszłych mam: karmienie piersią jest bardzo ciężką pracą wymagającą dużej motywacji i chęci. Niestety w społeczeństwie panuje błędne przekonanie, że skoro kobieta ma dwie piersi powinna od razu umieć karmić, a karmienie piersią uważane jest za „coś pięknego” wręcz „magiczny czas”. W konsekwencji mama, która na starcie napotyka pierwsze poważne problemy bardzo szybko się poddaje ponieważ jej wyobrażenie o karmieniu piersią nie miało nic wspólnego z tym jak ono wyglądało. Ważne, aby pamiętać, że w Polsce można korzystać z pomocy certyfikowanych doradców laktacyjnych, którzy w każdej chwili mogą pomóc i udzielić niezbędnego wsparcia.
 
Bobosfera: Udziela Pani też porad laktacyjnych. Co radziłaby Pani mamie, która ma nawał pokarmu, popękane, obolałe brodawki, a sama myśl o „częstym” przystawianiu dziecka do piersi, przyprawia ją o zimne poty?
 
Każdy z wymienionych problemów wymaga indywidualnego podejścia. Każdorazowo skierowałabym taką mamę na poradę laktacyjną, aby na spokojnie zadać mamie wszystkie pytania, obejrzeć i zbadać piersi, a także zważyć, zbadać malucha. Dodatkowo w każdym z tych przypadków, należy obejrzeć akt karmienia dziecka a następnie postawić diagnozę i przygotować dla mamy zalecenia na piśmie ;-) Najważniejsze jest to, aby mama karmiąca rozumiała, że najważniejsze jest znalezienie przyczyny, a nie zaleczanie problemu.
 
 
Bobosfera: Zalecenia na piśmie to prosty i dobry pomysł, matka karmiąca noworodka na żądanie zdecydowanie nie ma zdolności zapamiętywania tego, co się do niej mówi - wiemy z autopsji… :-)
 
Nawał pokarmu powinien się pojawić w 3 lub 4 dobie. Jest to objaw, który powinien cieszyć ponieważ świadczy o prawidłowej pracy hormonów. Na nawał pokarmu należy stosować ciepłe okłady przed karmieniem, a zimne po. Do tego należy przystawiać noworodka jak najczęściej do piersi. Jeżeli mimo aktywnego ssania dziecka mama nie odczuwa ulgi można sięgnąć po laktator, aby ściągać mleko do ustania dyskomfortu. Dodatkowe ukojenie daje tradycyjna kapusta, jej liście rozbijamy, mrozimy, a następnie układamy na piersiach na 15 minut.
 
Popękane brodawki to częsty problem, którego powodem może być nieprawidłowe przystawianie dziecka do piersi. To co zalecam to smarowanie brodawek po karmieniu swoim własnym mlekiem aż do wyschnięcia. Innym rozwiązaniem może być zastosowanie maści z Lanoliną (tutaj kochane mamy zwracajcie uwagę, aby stosowane produkty nie miały w składzie glukozy, nie chcemy dostarczać dodatkowej pożywki dla bakterii!). Działanie lecznicze mają również maści z aloesem natomiast należy pamiętać, aby zmyć preparat przed przystawianiem dziecka do piersi. Na rynku dostępne są również silikonowe nakładki laktacyjne są one powszechne i łatwo dostępne natomiast powinny być one stosowane wyłącznie na zlecenie, gdyż nieprawidłowo używane mogą zaburzać karmienie piersią oraz zniechęcać młodą mamę do jego kontynuacji.
 
Bobosfera: To jeszcze kwestia butelki. Butelki zwykle nie są polecane do dokarmiania niemowląt, gdyż podanie z nich mleka często jest pierwszym krokiem do odrzucenia piersi przez niemowlę. Czy zatem dziecko zachęcone łatwym przepływem mleka nie odwróci główki od piersi?
 
Stosując butelkę należy stosować kilku fundamentalnych zasad. Pierwsza z nich to nie wciskanie dziecku butelki do buzi na siłę. Mam tutaj na myśli wkładanie dziecku butelki przy zamkniętych ustach. Naturalnym mechanizmem obronnym niemowlaka jest zaciskanie warg przy kolejnym karmieniu co przy piersi skutkuje płytkim uchwyceniem brodawki i nieefektywny ssaniem. Podawanie dziecku butelki powinno być poprzedzone szerokim otworzeniem buzi (tak jakby dziecko ziewało), osiągniemy to dotykając smoczkiem odcinka między nosem a górną wargą. Drugą kwestią jest dobór odpowiedniej butelki. Powinna mieć ona szeroką średnicę smoczka (z wąskich smoczków można korzystać jeżeli dziecko nie ma problemów z karmieniem piersią). Tego typu butelka ułatwia przystawianie dziecka tak jak do piersi (buzia otwarta szeroko, wargi wywinięte). Ostatnią kwestią jest dobór odpowiedniego przepływu –dziecko powinno się napracować, aby zaspokoić pragnienie! Nie chcemy, aby maluch przystawiany do piersi czekał, aż „samo poleci”. Niestety nawet stosując te wszystkie elementy nie mamy gwarancji, że maluch nie będzie się odwracał od piersi ale jestem pewna, że ryzyko bardzo zmaleje.
 
Butelka Mimijumi uchodzi za butelkę ostatniej szansy
 
 
Mimijumi druga po piersi 
 
Bobosfera: Rola kobiety w społeczeństwie jest nieustannie dyskutowana i komentowana. Przezornie i na potrzeby wstępu do kolejnego pytania, ograniczymy się jedynie do stwierdzenia, że kobieta to nie tylko matka, ale przede wszystkim kobieta. Prowadzi Pani m.in. zajęcia z edukacji seksualnej, zatem jak Pani zdaniem wygląda świadomość własnej seksualności dzisiejszych młodych Polek, potencjalnych przyszłych matek?
Niestety z mojego doświadczenia wynika, że nie jest dobrze. Nie rzadko samoocena kobiet po porodzie gwałtownie maleje. Głównym problemem jest presja wywierana przez otoczenie na młodą mamę, powinna być zadbana, piękna, szczupła, mieć zawsze gotowy obiad z dwóch dań, a dom powinien lśnić.
 
Będąc w ciąży, kobiety planują poród, szykują wyprawkę i nie zastanawiają się co będzie później.  Przecież mamy celebrytki, z nienaganną figurą wracają po 3 tygodniach od porodu do pracy, a na Instagramie jest pełno zdjęć „fit” mam. Zderzenie z rzeczywistością bywa bardzo bolesne. Po 3 tygodniach od porodu rozstępy na ciele są nadal duże i widoczne, brzuch nadal jest „ciążowy”, o wejściu w spodnie sprzed ciąży możemy pomarzyć. Do tego tata wraca do pracy, a na mamę spadają wszystkie dodatkowe obowiązki typu pranie, sprzątanie i gotowanie plus oczywiście opieka nad dzieckiem. Panuje, przekonanie, że dla dziecka należy się poświęcić. Zaczyna się od bezpodstawnego wprowadzania diety eliminacyjnej (bez nabiału, przypraw, czosnku, nasion strączkowych, owoców i warzyw). Przy takiej diecie ciężko dostrzegać uroki macierzyństwa, po prostu brakuje sił. Do tego dochodzi przekonanie, że już nie należy wychodzić do galerii handlowych, fryzjera, kosmetyczki, kobiety traktują dotychczasowe wyjścia jako czas odebrany dziecku. W domu od rana do wieczora panuje bałagan mimo naszego nieustannego sprzątania. Kobieta ma poczucie, że sobie nie radzi na każdej płaszczyźnie. Jak tutaj mówić o seksualności? O byciu kobietą, a nie tylko mamą?
 
Bobosfera: Ten „czas odebrany dziecku” to słusznie wypunktowany dylemat, rzeczywiście często tak jest. Dziękujemy Pani Anno za pouczające treści a naszym czytelniczkom życzymy, aby na drodze macierzyństwa napotkały położną z powołania.